Jeżeli tylko możesz to zjaw się na naszych spotkaniach osobiście, weź ze sobą rodzinę i nie zapomnij zawiadomić przyjaciół

Markowe aktualności

List Andrzeja Brzeskiego

16 kwietnia 2012 PDF Drukuj Email

Drogi Marku. Jest takie modne słowo, używane często i często bez sensu niestety. Brzmi ono - KULTOWY. A zatem - kultowy film, kultowa książka, kultowy wiersz, kultowy artysta itp., itd. Najczęściej nijak to się ma do rzeczywistości, a kultowość okazuje się iluzoryczna. Z małymi wyjątkami. Tym wyjątkiem jesteś Ty, drogi Marku i Twoje dziecię czyli markowegranie.

Przyznaję że jechaliśmy do Ciebie z Mirkiem z przysłowiową duszą na ramieniu. Jakaś knajpa, myśleliśmy sobie, piwsko podają, chleb ze smalcem. Czereda gości popije sobie zapewne i będzie ciskać w nas kapslami od butelek. No, nie sprawdziło się. Tak licznie zgromadzonej, rewelacyjnej publiczności nie miałem nigdy i nigdzie !
Niech się schowają napuszone koncertowe sale, teatry, ośrodki kultury i inne przybytki okraszone widownią. Do Ciebie zjechała, drogi Marku, prawdziwa polska inteligencja! A ja myślałem że już wyginęła, wyemigrowała, że ślad po niej zaginął. Próżno jej szukać w wielkiej wsi zwanej Warszawą ( jako warszawiak to mówię, drogi Marku!), a zatem zdradź tajemnicę w jaki sposób odnalazła Twoja Leśniczówkę? Nagle poczułem że jest dla kogo śpiewać, jest z kim rozmawiać, a więc jeszcze nie wszystko stracone. Może to brzmi nieco górnolotnie, ale w Warszawie często tak myślę obserwując egzystencję wielkomiejskich mrówek. Tym samym przywróciłeś mi Marku wiarę w widza, wrażliwego odbiorcę w którego telewizja i pokrewne media kazały mi zwątpić. Niech zazdroszczą koledzy artyści którzy jeszcze u Ciebie nie zawitali. Smaku popijanego piwem chleba ze smalcem, również. Stworzyłeś coś pięknego. To bardzo ważne w naszych pośpiesznych, "użytkowych"czasach. Tak trzymaj!

Andrzej Brzeski

 

Początek nowego sezonu

21 sierpnia 2011 PDF Drukuj Email

Nasze bardzo krótkie wakacje dobiegają końca i rozpoczynamy kolejny cykl naszych wspólnych, muzycznych spotkań w Leśniczówce.
Tym razem zaczynamy z wysokiego "C" bowiem, na pierwszy ogień idzie Antoni "Tolek" Muracki znakomity bard, poeta, tłumacz i konferansjer - jednym słowem człowiek orkiestra.   
Większości z was Tolek Muracki kojarzy sie głównie z tłumaczeniem, oraz wykonywaniem pieśni czeskiego barda Jaromira Nohavicy, ale bardziej wtajemniczeni wiedzą, że sam również pisze piosenki oraz , że jest także jedną ze skarbnic piosenki nieobojętnej (bardzo szeroki repertuar).
Zapewniam wszystkich, którzy wybiorą się w piątek 26.08 do Leśniczówki, że osobiście będą się mogli przekonać o dużych możliwościach muzycznych Tolka. Będzie i do pośpiewania i do posłuchania (dodatkowym atutem będzie akordeonista, grający na codzień z J.Nohavicą).
Na pewno czasami zastanawiacie się,  kto zagości u nas w najbliższym czasie. Uchylę rąbka tajemnicy, ujawniając kilka nazwisk oraz nazw zespołów : Wacław Juszczyszyn, Piotr Bakal, Zbigniew Stefański, Marek Andrzejewski, Piotr Selim, kabaret Ocipiec, Nasza Basia Kochana, itd itp           
Na zakończenie jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam na kolejne nasze spotkania przypominając, że bez waszego czynnego udziału organizowanie tych spotkań nie miałoby sensu   
Pozdrawiam

Marek Ł

 

Impresje Śląskie: Droga Czerwonego Kapturka do „Leśniczówki”

24 czerwca 2011 PDF Drukuj Email

Mam przyjemność zakomunikować że Wojtek Jarociński, poproszony o napisanie krótkich wspomnień o swoich koncertach w Leśniczówce, tak się rozpędził, że wszystko wskazuje na to, że wyjdzie z tego całkiem spory artykuł.

Publikujemy jako pierwsi - pierwszą część wspomnień Wojtka

Impresje Śląskie: Droga Czerwonego Kapturka do "Leśniczówki" (przeczytaj tutaj), i z niecierpliwością czekamy na następne!

Marek

 

Koncert - Ot tak po prostu

PDF Drukuj Email

W  piątek 28.01 byliśmy w Leśniczówce świadkami koncertu połączonych sił znanych i lubianych gdańskich formacji, czyli „Bez Jacka” i „Słodkiego Całusa od Buby”.

Trzeba przyznać, że tym razem oprócz tradycyjnie wysokiego poziomu i niezłej zabawy było naprawdę głośno (5 gitar, perkusja, flet ). Na program „Ot tak po prostu” składają się nowe i stare piosenki ( Zbyszka, Jurkiela i Kapcia ), oraz kilka coverów ( szczególnie fajnie zabrzmiały „Asfaltowe łąki wielkich miast” ) wszystko zgrabnie ubrane w mocniejszą prawie rockową formę Gołym okiem było widać, że wykonawcom biorącym udział w tym muzycznym przedsięwzięciu ostrzejsze granie sprawia naprawdę wielką frajdę.  Każdy z zagranych utworów był dodatkowo wzbogacony o wiele muzycznych solówek i improwizacji ( w tym miejscu szczególne brawa dla Mariaszka ).

Radość z grania udzieliła się także zgromadzonej publiczności, a wspólnie odśpiewana na zakończenie koncertu ( 4 bis ) „Polsko-Ruska Madonna” na długo pozostanie w pamięci tych, którzy dotrwali do końca koncertu. Najbardziej wytrwali doczekali się także spokojniejszego wspólnego śpiewania z wykonawcami tym razem w wersji bez prądu i bez mikrofonów.

Na koniec moja prywatna drobna uwaga.  Naprawdę bardzo dziwi mnie fakt, że zaśpiewana w czasie koncertu  przez Krzyśka („Jurkiela”) jego autorska piosenka  „Piosenka dla ciebie” nie stała się jeszcze wielkim przebojem ( dla mnie to jest majstersztyk ).

 

Są koncerty

Jadzia PDF Drukuj Email

Są koncerty, które nie mogą się nie udać – na scenę wychodzą muzycy, którzy z entuzjazmem i talentem grają na czterech gitarach, basie, flecie i perkusji, a wokół siedzi publiczność, która dokładnie wie, po co i dla kogo tu przyszła i teraz syci się płynącymi znajomymi nutkami i zwrotkami.

Mnie w warstwie tekstowej koncert udał się mniej – słowa utworów „BezJacków” znam za słabo i z trudem je wysłuchiwałam, a  teksty piosenek Woźniaka i Grechuty znam chyba ciut za dobrze…  Zapewniam jednak, że nie miało to żadnego znaczenia - tego wieczoru w Leśniczówce królowała Muzyka!  Piszę to wszystko, choć się za bardzo na muzyce nie znam - nie poznałabym nawet, gdyby basiście i perkusiście nie udało się skończyć równocześnie :) . Tymczasem o końcu nikt nawet nie chciał słyszeć. Najpierw słuchacze próbowali sprawdzić, czy artyści pamiętają tyle piosenek, co ich fani. Pamiętali.

A potem główne „Całusy” czyli Krzysiek z Mariuszem pokazali, że to dopiero była rozgrzewka - po długiej podróży, całym dniu z gitarami, bogatym koncercie chłopcy czuli wyraźny niedosyt :). Podobnie zresztą jak grupa najwytrwalszych słuchaczy, którzy zaraz otoczyli ich kołem.  A ja, doooobrze już po północy, z wielkim żalem odnotowałam zwycięstwo zmęczenia i senności nad chęcią wysłuchania wreszcie całej piosenki o jeżach – odpadłam po jakiejś dwudziestej zwrotce. No a przecież oni nawet jeszcze nie zaczęli śpiewać o miłości…